Przykre jest to że wysokobudżetowy gamedev jest tworzony pod tytuły które mają ci pożreć kilkadziesiąt godzin i najlepiej, jeśli będziesz kupował dodatki i MTXy. A najlepiej by gra była setki utopionych godzin.
A może nie mam ochoty na długie związki tylko krótkie romanse?
Z tego powodu zabrałem się za rozwalanie VRowej kupki wstydu. W przeciągu tygodnia spadły z kupki 4 gry.
Był to Drop Dead Dual Strike Edition, Floor Plan 2, Max Mustard, i Zombieland Headshot Fever.
Generalnie gierki to były krótkie, ale smakowite.
Drop Dead, to pierwszy z rail shooterów. Ma nieco dziwną mechanikę przeładowania, ale poza tym gra jest całkiem ładna, nie traktuje się zbyt poważnie a samo strzelanie do zombiaków jest po prostu zabawne. Są irytujące segmenty z rozbrajaniem bomb i bronieniem postaci, ale mało jest gier, gdzie eskorty nie doprowadzają do szewskiej pasji.
Niemniej, samo mięsko, czyli strzelanie do zombie jest pyszne, nawet jeśli niespecjalnie świeże.
Jest też tryb multiplayer, ale jako że nie mam przyjaciół, którzy też grają na VR, nie testowałem za bardzo.
Godne sprawdzenia, jeśli komuś headset się kurzy.
Max Mustard, jest to platformer 3d, z śliczną oprawą, przyjemnym sterowaniem i dobrze wyważonym poziomie trudności. Jest to ogółem bardzo luzackie podejście do platformera, mimo acz przy tym nie jest to gra, przy której zasypiasz. Tylko cieszysz się śliczną dioramową oprawą i przemierzasz poziomy w gammeplayu nawiązującym do crasha. Jedyną wadą jest to że jest zdecydowanie za krótki, Po przygodę kończymy po 4 światach. które zaoferują nam około 5-6 godzin zabawy, przy założeniu, że będziemy zbierali wszystkie mudpupy.
Tutaj z kolei, Pozycja jest obowiązkowa. Nie jest to poziom Astrobota, ale jako że Sony dostarczyło żadnej gry z Astrobotem na PSVR, Max godnie go zastępuje, i dowozi miodną i przystępną rozgrywkę.
Wiem trochę strumień świadomości, ale musiałem się tym podzielić.