No cześć, rozpoczynam nową serię, gdzie będę wrzucał proste, tanie i szybkie wegańskie przepisy.
W miarę możliwości, w jak największym stopniu z lokalnych produktów (albo ze śmietnika hehe).
Nie będą to raczej moje wielce autorskie przepisy, ale raczej rekomendacje tego, co robiłem i mogę polecić.

Jabłecznik na masie bananowej.
greenscarf.pl/lekki-weganski-j

Opinia:
Przepis jest BARDZO prosty i podstawowy, i co najważniejsze smaczny. Kilka bananów, jabłek, mąka, proszek do pieczenia, cynamon to wszystko czego potrzebujecie.
Jak macie ochotę na słodkie albo zaprasza was rodzinę i wypada dać coś od siebie, to poświęćcie te 20 minut roboty + 55 pieczenia i cyk.

Notki:
Nie dodawajcie cukru ani innych słodzików.
Jeśli wasze banany są w miarę dojrzałe, to masa i tak wyjdzie słodka.
Masy możecie zrobić trochę więcej niż w podanych proporcjach, żeby ją rozsmarować na wierzchu.

Pieczcie nawet 55 minut, aż będzie zarumienione i dość twarde, podobnej struktury jak ciasto francuskie. Imo lepiej odrobinę bardziej przypieczone, niż za rzadkie.

Zamiast cynamonu można dać jakąkolwiek inną przyprawę korzenną.

Czas pieczenia jest dość długi, więc do piekarnika można wrzucić też inne rzeczy. Na przykład zakrapianą oliwą/olejem paprykę albo pokrojoną w talarki marchewkę na chipsy.
Nie powinno to zająć wiele czasu :)

"To co jest w tej piosence to nawet nie smutek, a jakaś potworna rozpacz. Nikomu nic dobrego nie przyjdzie ze słuchania jej."
-- anonimowy węgierski wydawca po przesłuchaniu utworu

Węgrzy to bardzo ponury naród. Mnie kojarzą się przede wszystkim z Belą Tarrem i Laszlo Krasznahorkai - ludźmi, którzy swoją karierę zbudowali na pokazywaniu smutnych i przygnębiających stron życia. I choć nie wątpię, że dorobek kulturowy "naszych bratanków" obfituje również w bardziej optymistyczne nurty i dzieła, to jednak kiedy słyszę "Węgry" to od razu w myślach mam słowo "depresja". Dlatego nie ma nic dziwnego w tym, że dzisiejsza propozycja w cyklu pochodzi właśnie z Węgier.

"Szomorú vasárnap" została napisana jeszcze w latach trzydziestych zeszłego wieku. Jej autorzy przez długi czas nie mogli zainteresować nią żadnego wydawcy - wszyscy odrzucali tę piosenkę, bo była zbyt ponura. W końcu jednak przebiła się do świadomości węgierskich słuchaczy - i szybko stała się sławna. W latach trzydziestych na Węgrzech miało miejsce co najmniej sto samobójstw których ofiary jako list pożegnalny zostawiały przy sobie fragmenty jej tekstu, przez co utwór został okrzyknięty "hymnem samobójców". Liczne legendy miejskie mówiły, że piosenka została "zakazana" i radio "nigdy jej nie puszcza".

Sława "Szomorú vasárnap" szybko przekroczyłą ocean i trafiła do USA. Tam powstały też dwa angielskie teksty różnych autorów, z czego bardziej popularny jest ten autorstwa Sama M. Lewisa, mówiący o śmierci bliskiej osoby i pragnieniu dołączenia do niej. Tak powstała piosenka "Gloomy Sunday".

W ciągu następnych lat piosenkę na warsztat brało wielu wykonawców, z których najbardziej znani to chociażby Ray Charles, Sinéad O'Connor czy Björk. Ja dziś proponuję Państwu wersję moim zdaniem najbardziej ponurą - wykonanie Lydii Lunch, matki chrzestnej wszelkich śpiewających smutnych kobiet o ustach pomalowanych czarną szminką.

"let them not weep
Let them know that I'm glad to go"

yewtu.be/watch?v=Iip3yTTWVZI

"Są już pierwsze ofiary zasieków z drutu kolczastego na granicy polsko-białoruskiej. Duże zwierzęta- żubry, jelenie, sarny, niedźwiedzie są najbardziej zagrożone. Ryś może całkowicie zniknąć z terenów Puszczy Białowieskiej"
strajk.eu/zwierzeta-beda-ginac

To może zrobię taki cykl, w którym będę tu wrzucał co tydzień smutne piosenki. Akcja pod hasłem "każdy poniedziałek jest niebieski".

Dziś historia o tym jak kapitalizm zabija ludzi.

Trzydziestego września 2014 roku Xu Lizhi - dwudziestoczteroletni pracownik chińskiej fabryki podzespołów elektronicznych - popełnił samobójstwo. W pracy był jednym z odhumanizowanych trybików wielkiej fabrycznej maszyny, a po godzinach zajmował się pisaniem wierszy - i kiedy się je czyta nie sposób nie odnieść wrażenia, że głównym powodem śmierci autora była praca, którą wykonywał. Można zobaczyć oczyma duszy ten monotonny, ponury obrazek: sunące przed siebie taśmy montażowe i pracownicy jak bezduszne kukły wykonujące wciąż te same czynności. Dzień po dniu. Tydzień po tygodniu. Rok po roku.

W fabryce Foxconn, w której pracował Xu Lizhi, pracownicy byli pod stałym nadzorem i wymagano od nich żelaznej dyscypliny. Praca, praca, praca. A po godzinach - wiersze, z których przebija brak nadziei na jakąkolwiek zmianę i żal, że życie wygląda w ten sposób. Xu nie był jedyny - nieco wcześniej, w 2010 roku, na swoje życie targnęło się łącznie osiemnastu pracowników Foxconn, z czego w przypadku czternastu próba zakończyła się śmiercią. I ten trend (ze zmiennym natężeniem) utrzymuje się do dziś, nie tylko w fabrykach tego konkretnego producenta elektroniki.

Dwa lata później pojawiła się płyta "Abyss" Chelsei Wolfe. I to właśnie z niej pochodzi dzisiejsza moja propozycja - piosenka, której tekst został zainspirowany poezją Xu Lizhi. Nie, to nie jest piosenka o niespełnionej miłości.

My heart is a tomb
My heart is an empty room
I've given it away
I never want to see it again

youtube.com/watch?v=pvbJY2CjrU

Ta książka wiele mówi o nas, o naszej mentalności: o łatwości przeniesienia odpowiedzialności z pijanego kierowcy na drzewo, w które uderzył. O burmistrzach miast, którzy tak informują mieszkańców o wycince drzew, by jak najmniej osób realnie mogło się o tym dowiedzieć. O deweloperach, którzy w imię zysku wycinają wieloletnie drzewa, a w zamian sadzą ozdobne krzaczki.

👉 blog-ksiazkowy.pl/betonoza-jak

Ludzie lubią słodkie. Słodkie, upośledzone pieski. Słodkie, niepełnosprawne kotki.
Wczoraj dowiedziałam się, że istnieje rasa kotów (szkocki zwisłouchy), która jest skazana na cierpienie przez całe życie.
Ludzie lubią słodkie, klapnięte uszka u kotków, więc stworzyli sobie taką rasę. Ta deformacja uszu wynika z obecności dominującej mutacji, która generalnie odpowiada za nieprawidłową budowę chrząstki. Efekt? Zmiany w stawach widoczne na RTG już nawet w siódmym tygodniu życia kota (osteochondrodysplazja). Prowadzą one do rozwoju stanu zapalnego i degeneracji stawów przez całe życie.
Przeczytałam, że dominujące homozygoty poddaje się eutanazji z powodu ekstremalnie ostrego przebiegu choroby - te koty z bólu nie funkcjonują, więc się je usypia.
Heterozygoty chorują łagodniej, dlatego jako rasa są określane jako bardzo spokojne, wyciszone i przytulaśne.
Przeprowadzono więc badanie polegające na podawaniu im silnych środków przeciwbólowych. I co? Nagle przestały być spokojne, wyciszone i przytulaśne - zrobiły się żywiołowe i skore do harców jak wszystkie normalne koty.
Naprawdę żal mi zwierzaków, które podobają się ludziom. Chociaż tych niepodobających się też mi żal.
researchgate.net/publication/3

101010.pl

The social network of the future: No ads, no corporate surveillance, ethical design, and decentralization! Own your data with Mastodon!